Kinematograf
![Kinematograf_2 [50%] Kinematograf_2 [50%]](http://kinomania.files.wordpress.com/2009/06/kinematograf_2-50.jpg?w=500&h=281)
“Jak ja wytłumaczę żonie, że byłem na 12 minutowym filmie ?” – jeden z widzów wychodzących z ponad dwugodzinnego „seansu”. Tomek Bagiński postanowił zaprezentować swoją najnowszą krótkometrażówkę wraz z prelekcją na temat jej powstawania oraz krótkim opisem 3 projektów nad którymi obecnie pracuje studio Platige Image. Ten wielopak (a głównie jego zagraniczna trasa) ma na celu zdobycie funduszy na kolejne projekty firmy odpowiedzialnej za słynną już „Katedrę”. Podczas krótkiej prelekcji wprowadzającej w klimat „Kinematografu” zdradzono widzom (sala była prawie pełna – jak na 12min dzieło trzeba przyznać, że robiło to wrażenie), że w dalszych planach Platige Image jest pełnometrażowy film 3D, w którym główną bohaterką będzie „zabawna babcia broniąca swego małego miasteczka”. Czyżby szykowała się komedia mająca konkurować z animacjami wielkiej dwójki Dreamworks’a i Pixar’a z typowo polskim akcentem humorystycznym…? Tuż przed Kinematografem pokazano kilkuminutową animację: „Laska”. Pomysł ciekawy a finał zaskakuje ale mi jakoś ten aperitif średnio smakował. Za to Kinematograf jest jedną z najlepszych krótkometrażówek Bagińskiego. Babka odpowiedzialna za produkcję straciła podobno podczas pracy 8 kg
– opłacało się! Ogrom pracy 50-osobowego zespołu sprawił, że te 12 minut tworzy bardzo klimatyczną i porywającą całość. Malowane tła oraz specyficzna kolorystyka bazująca na sepii świetnie podkreślają komiksowość tego projektu. Kinematograf powstał na kanwie jednego z wątków komiksu „Rewolucje” Mateusza Skutnika. Głównym bohaterem jest wynalazca maszyny do pokazywania ruchomych obrazków pracujący nad udoskonaleniem swego dzieła – wprowadzeniem kolorów na kliszę. Najmocniejszą stroną filmu jest sama historia świetnie zilustrowana muzyką. Na mnie największe wrażenie zrobiła sekwencja otwierająca film, w której to kamera z nieba płynnie „zlatuje” na zatłoczoną ulicę miasteczka oraz rozpływanie/rozsypywanie się całego ujęcia w końcówce. Te efekty niesamowicie podkreślają melancholijną stylistykę Kinematografu dodatkowo uwypukloną przez tekstury użyte do bliskich ujęć twarzy i rąk głównych bohaterów (przypominają słoje drewna). Po pierwszej projekcji Tomek Bagiński zaczął przedstawiać poszczególne etapy powstawania animacji. A nie jest to proste zadanie zwłaszcza z powodu utrudnienia polegającego na tym, że w pierwszym najdłuższym etapie trzeba bazować jedynie na bardzo uproszczonych modelach a czasem nawet zestawie kilku punktów. Postaci oraz otaczające tło trzeba sobie wyobrazić. Dopiero pod koniec całego procesu można sprawdzić czy wszystko mniej więcej ze sobą współgra (oświetlenie, kolorystyka, mimika i ruchy postaci prawidłowo koegzystują z malowanym tłem itp.) Ta część była trochę przydługa ale potem Tomek zaczął opowiadać o trzech projektach, nad którymi obecnie pracuje i tu zaczęło się robić bardzo ciekawie. Jednym z nich jest 8 minutowa „Animowana historia Polski” realizowana na wystawę EXPO 2010 w Szanghaju. Jak zmieścić ją w tak krótkim filmie? Po dłuższym zbieraniu materiałów i konsultacjach z ekspertami wyszło, że przez większość czasu prowadziliśmy wojny z sąsiednimi państwami.. Oczywiście znajdzie się obszerniejszy fragment o czasach, w których nasz kraj był gospodarczą i kulturową potęgą w Europie. Z jednego z rysunków storyboardowych do tej animacji trzeba było usunąć gwiazdę z czapki stalinowca, którego okłada Piłsudski… bo mogłaby się nieodpowiednio skojarzyć gospodarzom EXPO. Pozostałe 2 projekty powstają na zlecenie Muzeum Powstania Warszawskiego. Są to: animacja komputerowa przedstawiająca przelot nad zrujnowaną Warszawą w 1945 roku oraz pełnometrażowy film o Powstaniu Warszawskim pt. „Hardkor 44”. Zbombardowaną Warszawę będzie można obserwować z okien modelu samolotu Liberator znajdującym się w MPW. W tym okresie stolica Polski została praktycznie zrównana z ziemią stając się jednym z najbardziej zniszczonych miast w historii działań wojennych. Natomiast w Hardkorze 44 Bagiński zamierza skupić się na bohaterach Powstania i odejść niemal całkowicie od przytłaczającego i bardzo dołującego charakteru faktów historycznych. Właśnie dlatego nie jest to próba niepoważnego traktowania tamtych wydarzeń ale luźna wariacja opierająca się jedynie na historii Powstania Warszawskiego. Będą więc przypakowani i dzielni Polacy, piękne kobiety oraz brzydcy i bezlitośni hitlerowcy. Styl opublikowanych już szkiców jest świetny i przypomina postaci wyjęte z gier komputerowych: przerysowane i nieco komiksowe. Ten projekt Bagińskiego budzi trochę kontrowersji: rozpamiętywanie i gloryfikacja polskich porażek militarnych i krzywd wyrządzonych przez najeźdźców łączy się z mało poważną stylistyka filmu. Moim zdaniem nie to jest najistotniejsze. O wiele ważniejsze jest abyśmy pamiętali, że z tych wszystkich klęsk udało nam się wybrnąć i zawdzięczamy to częściowo naszym przodkom. Pod koniec „Kinematograf” został wyświetlony raz jeszcze. Tomek Bagiński poprosił twórców aby wstali ze swoich miejsc po czym zostali nagrodzeni oklaskami. Gorąco polecam!
Ocena: 5-/5 Minus za przydługawy wykład o powstawaniu Kinematografu
Let’s make money

Reżyser “Zaróbmy jeszcze więcej” wykładowca m.in. ekonomii na jednym z Austriackich uniwersytetów ciekawie przedstawia problem obiegu pieniądza na świecie. Rozmowy z ludźmi zarządzającymi funduszami inwestycyjnymi, dygnitarzami odpowiedzialnymi za przyjmowanie pomocy międzynarodowej i zwykłymi pracownikami nurtują. Najbardziej szokują warunki pracy ludzi w najbiedniejszych krajach, niesamowite marnotrawienie pieniędzy odbywające się kosztem środowiska naturalnego oraz sposoby w jakie wiele gospodarek zostało zmuszonych do wyprzedaży swoich zasobów: ropy, rud metali itp. po minimalnych cenach Stanom Zjednoczonym. W niektórych recenzjach zwrócono uwagę, że film jest nierówny, chaotyczny. Akcja skacze z jednego miejsca globu w zupełnie inne. Są długie momenty bez dialogu. Ale moim zdaniem ten zabieg oddaje tylko charakter międzynarodowych podróży pieniędzy z naszych kont bankowych. Zastanawialiście się kiedyś w jaki sposób banki zapewniają swoim klientom kilkuprocentowy zysk. W tym filmie znajdziecie częściową odpowiedź na to pytanie. Jest też fragment o ryzyku w zarządzaniu pieniędzmi. Osoby odpowiedzialne za obsługę funduszy hedgingowych w naturalny sposób są zachęcane do zwiększania ryzyka związanego z kolejnymi inwestycjami. Dzięki temu wielokrotnie zwiększają swoje zyski ponosząc jednocześnie częściową lub minimalną odpowiedzialność za powierzone im pieniądze. Przecież w przypadku krachu państwo czyli pozostali obywatele chętnie dołożą do upadających firm (miejsca pracy) czy innych dużych inwestycji… Najciekawsza w filmie jest żonglerka liczbami. 11, 5 biliona dolarów to suma jaką dysponują trusty finansowe, których udziałowców nie można zidentyfikować na drodze standardowych procedur. Pieniądze te są nieopodatkowane. Gdyby obłożyć je podatkiem 30% i zakładać 7% roczny zysk państwa inkasowałyby 350 mld dolarów rocznie. Pieniądze te mogłyby zostać wydane na edukacje, opiekę społeczną itp. Spawacz w Indiach zarabia 200 euro miesięcznie, inżynier 2500 euro czyli mniej więcej tyle ile zarabiałby spawacz w zachodnim kraju Unii Europejskiej. Na wybrzeżach Hiszpanii powstało 3 miliony domów, które aktualnie stoją puste. Służą za inwestycje zagranicznym inwestorom. Wokół nich powstało ok. 800 pól golfowych tylko dlatego, że zwiększają wartość nieruchomości. Ponieważ te rejony cechuje bardzo suchy wręcz pustynny klimat pola są stale nawadniane. Ilość wody zużywanej w ten sposób wystarczyłaby dla 16 milionowego miasta.
Erwin Wagenhofer nie uniknął uogólnień. Nie wszystko jest przedstawione w filmie, co bardzo dobrze wychwycili paneliści debaty, która odbyła się po projekcji. Rednacz polskiego wydania „The Wall Street Journal” Marcin Piasecki stwierdził, że film bardzo wiele istotnych kwestii pomija. Przedstawia tylko jedną stronę medalu. Dla przykładu posłużył się sytuacją w Indiach gdzie poziom życia znacząco się polepszył. Mimo, że wciąż istnieją regiony gdzie ludzie mieszkają w prowizorycznych domach z blachy falistej (podobne do tych ze Slumdog. Milioner z ulicy / Slumdog Millionaire ) i wprost na ulicy, ogólna sytuacja polepszyła się w porównaniu do stanu sprzed kilkunastu/kilkudziesięciu lat. Powstały nowoczesne miasta a wraz z nimi klasa średnia, która żyje na poziomie zbliżonym do krajów zachodu. Potwierdziła to pani Dominika Wielowieyska z gazety wybiórczej
powołując się na relację znajomej, która po długiej przerwie niedawno ponownie odwiedziła ten kraj. Prowadzący debatę Jacek Żakowski z Polityki zapytał jak zmienić tą sytuację. Jak sprawić aby globalizacja była trochę bardziej sprawiedliwa, w jaki sposób ustrzec się kolejnych globalnych kryzysów? Da się?
Ocena: 4,5/5
Gran Torino

Pamiętacie tę charakterystyczną scenę z jednego z najgłośniejszych filmów z Clintem Eastwoodem w roli głównej, w której porucznik Callahan stając nad wystraszonym złodziejem mówi: „I know what you’re thinking. “Did he fire six shots or only five?” Well, to tell you the truth, in all this excitement I kind of lost track myself. But being as this it’s a 44 Magnum, the most powerful handgun in the world, and would blow your head clean off, you’ve got to ask yourself one question: Do I feel lucky? Well, do ya, punk?” Cóż, w najnowszym filmie Clinta zobaczycie…niemalże tego samego Brudnego Harry’ego. Napisałem niemalże ponieważ postać jaką stworzył na ekranie Eastwood jest oczywiście starcem w dodatku z problemami zdrowotnymi ale w sumie zachowanie i sposób bycia zmieniły się nieznacznie. Mimo podeszłego wieku Walt Kowalski jest całkiem dziarskim dziadkiem. Najmocniejszą stroną filmu są…dialogi. Przezabawne wymiany wiązanek/powiedzonek między fryzjerem – dobrym znajomym Walta, Tao (Żabą) i jego Babką (w tym przypadku raczej nie można mówić o wymianie bo oboje bluzgają w nieznanych sobie językach) świetnie wyszły reżyserowi. Dosłownie udało mu się sparodiować swoją postać bezwzględnego twardziela nie liczącego się z niczym i nikim w dążeniu do celu. I to charczenie w dwóch scenach – Batman z najnowszego filmu Nolana mógłby brać lekcje u Kowalskiego. Mimo że Gran Torino to w zasadzie one man show odtwórcy drugoplanowych ról wypadli nad wyraz naturalnie, co nawet zaskakuje biorąc pod uwagę, że nie byli to profesjonalni aktorzy. Zakończenia można się domyślić wbrew opiniom wielu recenzentów ale nie przeszkadza to za bardzo w oglądaniu filmu. Polecam.
Ocena: 4/5
Wrestler
Aronofsky w każdym filmie zaskakuje. Nie inaczej jest w przypadku Zapaśnika. Najnowsze dzieło tego reżysera bardzo się różni od jego poprzednich filmów. Historia podupadającego na zdrowiu wrestlera ,przez niektórych recenzentów nazwana alegorią staczającej się po równi pochyłej Ameryki, wyszła świetnie. Jest brutalna, bolesna, gorzka i prawdziwa…na tyle, na ile jest prawdziwy ten absurdalny amerykański sport. Mimo, że wrestling to moim zdaniem niesamowicie kiczowata i idiotyczna forma rozrywki (która mogła się rozwinąć chyba tylko w stanach), po seansie nabiera się trochę szacunku do ludzi, którzy tak bardzo się jej poświęcają. Mickey Rourke i Marisa Tomei zagrali wyśmienicie. Odtwórca głównej roli (znany m.in. z Rumble Fish i Roku smoka) podobno dostał niezły wycisk na długich treningach przed zdjęciami. I to widać na ekranie mimo, że to tzw. udawany sport. Film opowiada przede wszystkim o zaangażowaniu i determinacji z jaką człowiek może się oddać swojej życiowej pasji. Przy okazji Pasji (uwaga drobny spoiler), striptizerka (Marisa Tomei) w jedenej ze scen kiedy zauważa ranę na czole Randiego zaczyna deklamować cytat z tego filmu porównując wrestlera do Chrystusa co jest bardzo ale to bardzo kiczowate i zupełnie moim zdaniem niepotrzebne. Co ciekawe Randy the Ram (Taran) ma również tatuaż z wizerunkiem Chrystusa w koronie cierniowej na plecach. Mieszka w dosyć upokarzających warunkach. Pracując na dodatkowych zmianach w supermarkecie czasami brakuje mu na wynajem przyczepy kempingowej. Próbuje odzyskać córkę, z którą bardo dawno zerwał kontakt. W tym wątku zarówno aktorka ją grająca jak i sam Rourke wypadli bardzo przekonująco. Najlepiej świadczy o tym fakt, że w jednej ze wspólnych scen jakaś dziewczyna na widowni dmuchnęła w chusteczkę
. Na szczęście reżyser nie przeładował filmu jakimiś rzewnymi/melodramatycznymi akcjami. W poprzednim filmie Aronofskyego: Źródle było ich znacznie więcej. Jest ich tyle ile powinno być w dobrym dramacie. A wręcz przeciwnie, w wielu momentach można było się nieźle uśmiać. Bardzo polecam!
Ocena: 4/5
Tropa de Elite
Tytułowi elitarni to specjalna jednostka policji (BEPO od niemieckiego Bereitschaftspolizei) zajmująca się głównie walką z narkotykowymi gangami. Brutalność scen sprawia, że nie jest to film dla każdego. Brazylijskie media zwróciły podobno uwagę na metody pracy tej jednostki odbiegające od ogólnie pojętej etyki stróżów prawa. Zgadzam się z opinią, że jest to „Miasto boga” z drugiej strony. Tempo filmu i dynamika scen walki jest tu jeszcze większa. Na początku obserwujemy perypetie dwu żółtodziobów, którzy dosyć szybko z oddziału policji awansują do BEPO. Odsłanianie korupcyjnych mechanizmów (utrzymane w dość żartobliwym tonie) w pierwszej części filmu wyszło twórcom bardzo zgrabnie. Trochę schematycznie potraktowano obraz bogatej młodzieży z dobrych domów – (przewrotnie nomen omen studentów prawa), która rozprowadza narkotyki równie sprawnie co przebiegli dilerzy z favel. Najwięcej dowiadujemy się o kapitanie Beto Nascimento, który jest równocześnie narratorem filmu. Nieco mniej uwagi poświęcono jego przyszłemu następcy Matiasowi oraz nadgorliwemu koledze po fachu Neto. Może i dobrze, że nie skupiono się za bardzo na portretach psychologicznych bohaterów. W końcu to raczej mieszanka filmu akcji i kryminału.” Tropa de Elite” zasłużyła na tegorocznego Złotego Niedźwiedzia w Berlinie pokonując między innymi „Aż poleje się krew”. Mimo, że problemy przedstawione w filmie były poruszane już wielokrotnie to świetne zdjęcia, napięcie i klimat godne holywoodzkich hitów oraz wspaniała gra aktorska tworzą kolejną perełkę brazylijskiego kina.
Ocena: 4/5
WALL.E
Po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii o tej animacji nastawiłem się na niesamowity hit. Niestety z lekka się zawiodłem. Gdyby nie trochę dłużący się początek i stosunkowo niewielka liczba żartów byłaby to animacja genialna. A tak jest tylko solidnym połączeniem romansu, dramatu i komedii (50% tego pierwszego i po 25% pozostałych). Twórcy za bardzo skupili się na stronie audio-wizualnej, która jest olśniewająca, zaniedbując trochę scenariusz. Wizja uzależnionych od technologii ludzi (dosłownie bez niej niepełnosprawnych) robi wrażenie! Przesłanie proekologiczne zostało bardzo pomysłowo i efektownie przedstawione. Jest trochę nawiązań do klasyki (na przykład 2001: A Space Odyssey), których najmłodsi kinomani (czyt. większość sali kinowej) nie wychwycą. Miałem to szczęście, że na oko czterolatek siedzący obok mnie niemal cały czas pytał się swojego cierpliwego taty co zaraz zrobi WALL.E… A jak ten film wypada w porównaniu z hitem Dreamworksa? Kung Fu Panda ustępuje walliemu pod względem oprawy graficznej ale nadrabia żartami. Dzieło Pixara jest za to filmem z przesłaniem – wcale nie takim wyimaginowanym – które doskonale wpisuje się w problemy ostatnich lat Wuja Sama (nadmierna konsumpcja skutkująca nadwagą dużej liczby Amerykanów oraz zatrważająca dewastacja środowiska naturalnego, chociaż pod względem produkcji CO2 Chiny zdołały ostatnio wyprzedzić dotychczasowego lidera…). Jeśli cenicie tego typu kino koniecznie sprawdźcie najnowszą produkcję sąsiadów zza wielkiej wody.
Ciekawostka: w tworzeniu EVE – robocicy, dla której główny bohater stracił głowę brał udział projektant iPoda. Podobieństwo rzeczywiście niezłe
Ocena: 4/5
Hancock
Zajawka była świetna. Zapowiadała prostą ale zabawną czarną komedię. Pomysł na głównego bohatera jest oryginalny. Gdyby twórcy wpakowali do tego filmu jeszcze więcej humoru byłby hit (w zasadzie większość zabawnych scen znajdziemy w trailerze) ale i tak nie jest źle. Nie zgadzam się z zarzutem, że film w połowie zmieniając swą formę o 180 stopni traci wiele ze swego potencjału. Co ciekawe w tym właśnie momencie potrafi zaskoczyć widza, a to w takich filmach zdarza się rzadko. Oczywiście druga połowa jest jeszcze bardziej kiczowata (patrz np. przysięga zemsty na głównym bohaterze) ale moim zdaniem nie psuje to odbioru tej komedii a wręcz jej nieco pomaga. Polecam.
Ocena: 4/5
Kung Fu Panda
Najciekawszą postacią tej animacji jest żółw. Jego wywody na temat natury rzeczy są bez sensu. I to paradoksalnie ma sens. Najzabawniejszą sceną jest ta kiedy Po pa(n)da ofiarą akupunktury jednego ze swych nowych kolegów. Najgroźniejszą postacią jest ojciec Po (notabene zwierzak innego gatunku) parający się sprzedażą zupek. A to dlatego, że stara się młodego adepta sztuk walki ulepić na swą modłę. Niektóre sceny są bardzo zabawne. Jest ich za mało. Akcji za dużo. Ale o to chodziło. Jestem za a nawet przeciw przyznaniu pandzie dobrej oceny. Dla porównania sprawdźcie krótkie dzieło konkurencji czyli studia Pixar. To się nazywa pomysł przez duże P.ozdrawiam Agnieszkę i Gosię
Ocena: 3/5
American Gangster
Kawał dobrego kryminału. Historia bezwzględnego capo di tutti capi w wersji black wyszła Scott’owi bardzo zgrabnie. Dbałość o detale w scenografii zdumiewa. Miłośnicy akcji też się nie zawiodą m.in. z powodu świetnie zmontowanej sceny ataku na miejsce porcjowania narkotyków w dużym zapuszczonym blokowisku. Tytułowy bohater jest człowiekiem, który praktycznie zmonopolizował rynek narkotykowy Harlemu. Udało mu się zorganizować transport bardzo czystej heroiny z Wietnamu eliminując pośredników. Po pierwszych sukcesach sprowadza do nowo zakupionej posiadłości całą rodzinę. Tworzy w ten sposób podwaliny mafijnej organizacji… Dosyć dobrze rozbudowany jest również wątek policjanta, który stara się ustalić kto jest głównym dostawcą nowego towaru – „Blue Magic”. Niesamowita uczciwość postaci granej przez Russell’a Crowe’a przysparza mu wrogów wśród kolegów po fachu. W początkowych scenach jest to świetnie ukazane, uwypuklając problem korupcji służb mundurowych zajmujących się narkotykami w tamtym okresie. Denzel Washington przygotowując się do roli rozmawiał wielokrotnie z Frankiem Lucasem – człowiekiem z krwi i kości, którego losy zostały opisane w filmie. Może dzięki temu wypadł bardzo wiarygodnie.
Polecam: 4/5





