kinomania



Wrestler

1183881

Aronofsky w każdym filmie zaskakuje. Nie inaczej jest w przypadku Zapaśnika. Najnowsze dzieło tego reżysera bardzo się różni od jego poprzednich filmów. Historia podupadającego na zdrowiu wrestlera, przez niektórych recenzentów nazwana alegorią staczającej się po równi pochyłej Ameryki, wyszła świetnie. Jest brutalna, bolesna, gorzka i prawdziwa…na tyle, na ile jest prawdziwy ten absurdalny amerykański sport. Mimo, że wrestling to moim zdaniem niesamowicie kiczowata i idiotyczna forma rozrywki (która mogła się rozwinąć chyba tylko w stanach), po seansie nabiera się trochę szacunku do ludzi, którzy tak bardzo się jej poświęcają. Mickey Rourke i Marisa Tomei zagrali wyśmienicie. Odtwórca głównej roli (znany m.in. z Rumble Fish i Roku smoka) podobno dostał niezły wycisk na długich treningach przed zdjęciami. I to widać na ekranie mimo, że to tzw. udawany sport. Film opowiada przede wszystkim o zaangażowaniu i determinacji z jaką człowiek może się oddać swojej życiowej pasji. Przy okazji Pasji (uwaga drobny spoiler), striptizerka (Marisa Tomei) w jedenej ze scen kiedy zauważa ranę na czole Randiego zaczyna deklamować cytat z tego filmu porównując wrestlera do Chrystusa co jest bardzo ale to bardzo kiczowate i zupełnie moim zdaniem niepotrzebne. Co ciekawe Randy the Ram (Taran) ma również tatuaż z wizerunkiem Chrystusa w koronie cierniowej na plecach. Mieszka w dosyć upokarzających warunkach. Pracując na dodatkowych zmianach w supermarkecie czasami brakuje mu na wynajem przyczepy kempingowej. Próbuje odzyskać córkę, z którą bardo dawno zerwał kontakt. W tym wątku zarówno aktorka ją grająca jak i sam Rourke wypadli bardzo przekonująco. Najlepiej świadczy o tym fakt, że w jednej ze wspólnych scen jakaś dziewczyna na widowni dmuchnęła w chusteczkę ;) . Na szczęście reżyser nie przeładował filmu jakimiś rzewnymi/melodramatycznymi akcjami. W poprzednim filmie Aronofskyego: Źródle było ich znacznie więcej. Jest ich tyle ile powinno być w dobrym dramacie. A wręcz przeciwnie, w wielu momentach można było się nieźle uśmiać. Bardzo polecam!

Ocena: 4/5


Komentarze

  1. menetheris mówi:

    Hmm…a mnie się jakoś wydawało,że ten film jest za prosty jak na Aronofosky’iego.
    O wiele bardziej wolę Źródło, Requiem.. czy chociażby Pi, ale muszę przyznać,że jak na kino o tak nie wdzięcznym temacie, reżyser poradził sobie całkiem dobrze. Pozdrawiam

    | Odpowiedz Data dodania 4 months, 2 weeks ago
    • dziarski mówi:

      Częściowo się z tobą zgadzam. Zapaśnik na pewno nie ma tak charakterystycznych efektów specjalnych (vide Źródło), specyficznych zabiegów artystycznych (czarnobiałe Pi) i aż tak klimatycznej muzyki (niedoścignione pod tym względem RFAD) ale robi bardzo dobre wrażenie – wzbudza emocje u widza. Spośród wszystkich filmów tego reżysera najbardziej cenię sobie Pi i Requiem for a dream przede wszystkim za genialną atmosferę. Wrestler jest na tle poprzednich dokonań Aronofsky’ego stosunkowo schematycznym filmem ale i tak wartym obejrzenia (chociażby dla Marisy Tomei :) )
      Pzdr

      | Odpowiedz Data dodania 4 months, 2 weeks ago


Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)



Formatowanie Twojego komentarza
Powrót do góry | Pole tekstowe: Większy | Mniejszy