No Country for Old Man

by dziarski

nocountryforoldmen.jpg

Filmy braci Coen zawsze zawierały niedopowiedzenia tworzące specyficzny klimat. W tym przypadku jest ich całkiem sporo… Motyw psychopatycznego mordercy w amerykańskim kinie jest tak popularny jak ekscesy polityków w polskim sejmie. Javier Bardem w tej roli wypadł bardzo realistycznie. Uciekający przed nim spawacz/ślusarz też nie pozostawia widza obojętnym na to co się dzieje na ekranie. Film jest przeładowany eliminacją przypadkowych ludzi za pomocą nietypowej broni. Szeryf grany przez Tomiego Lee Jones’a spaja całą historię grubą klamrą. Dialogi między nim a podwładnym mogą rozbawić widza. Czarny humor wysokiej próby został wpleciony w niektóre sceny rozluźniając ciężki klimat. Można doszukać się w dziele braci nawiązań do Collateral’a Mann’a i Seven Fincher’a. Film nie jest bardzo oryginalny. Spodziewałem się czegoś innego po najnowszej produkcji słynnego duetu. Sponsorem tej recenzji była literka P (jak przypadek).

Ocena: 3/5 (dla wielbicieli braci czwórka)