WALL.E

by dziarski

Po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii o tej animacji nastawiłem się na niesamowity hit. Niestety z lekka się zawiodłem. Gdyby nie trochę dłużący się początek i stosunkowo niewielka liczba żartów byłaby to animacja genialna. A tak jest tylko solidnym połączeniem romansu, dramatu i komedii (50% tego pierwszego i po 25% pozostałych). Twórcy za bardzo skupili się na stronie audio-wizualnej, która jest olśniewająca, zaniedbując trochę scenariusz. Wizja uzależnionych od technologii ludzi (dosłownie bez niej niepełnosprawnych) robi wrażenie! Przesłanie proekologiczne zostało bardzo pomysłowo i efektownie przedstawione. Jest trochę nawiązań do klasyki (na przykład 2001: A Space Odyssey), których najmłodsi kinomani (czyt. większość sali kinowej) nie wychwycą. Miałem to szczęście, że na oko czterolatek siedzący obok mnie niemal cały czas pytał się swojego cierpliwego taty co zaraz zrobi WALL.E… A jak ten film wypada w porównaniu z hitem Dreamworksa? Kung Fu Panda ustępuje walliemu pod względem oprawy graficznej ale nadrabia żartami. Dzieło Pixara jest za to filmem z przesłaniem – wcale nie takim wyimaginowanym – które doskonale wpisuje się w problemy ostatnich lat Wuja Sama (nadmierna konsumpcja skutkująca nadwagą dużej liczby Amerykanów oraz zatrważająca dewastacja środowiska naturalnego, chociaż pod względem produkcji CO2 Chiny zdołały ostatnio wyprzedzić dotychczasowego lidera…). Jeśli cenicie tego typu kino koniecznie sprawdźcie najnowszą produkcję sąsiadów zza wielkiej wody.

Ciekawostka: w tworzeniu EVE – robocicy, dla której główny bohater stracił głowę brał udział projektant iPoda. Podobieństwo rzeczywiście niezłe🙂

Ocena: 4/5