Dead Man

by dziarski

Truposz1

Filmy Jima Jarmuscha są niesamowicie oryginalne. Świetne „Coffee and Cigarettes” czy „Ghost Dog” uzbrojone są w charakterystyczne niedopowiedzenia, dłuższe momenty, w których rozmowa zamiera. W Truposzu te pauzy, podczas których reżyser serwuje ferie symboli i powolnych, leniwych obrazów tworzą niesamowity klimat. Równie ważnym kompanem podróży głównego bohatera są chropowate motywy dźwiękowe tak świetnie oddające surowość i zimne piękno otaczających krajobrazów. William Blake grany przez Deppa z płochliwego wrażliwca powoli przeistacza się w sprawnego mordercę. Śmierć otacza głównego bohatera z każdej strony. W pociągu – gdzie pasażerowie nagle zaczynają strzelać do bizonów z okien, w miasteczku – gdzie tuż przed zakładem pogrzebowym na ścianie jednego z domów widzimy girlandy zwierzęcych czaszek, w lesie gdzie ludzie, zwierzęta i rośliny powoli zrastają się z ziemią odchodząc w niebyt. Genialną warstwą filmu jest gorzki humor wpleciony w metafizyczną podróż niedoszłego księgowego. Indianin o imieniu Nikt denerwuje Blake’a swoją przezabawną paplaniną, której ten za Chiny nie potrafi zrozumieć. Ich rozmowy i spotkania często zamieniają się w niesamowicie komiczne sceny. Drugą postacią, która bardzo wyróżnia się w filmie jest psychopatyczny płatny morderca (w dodatku kanibal). Moim zdaniem przewyższa nawet kreację Ledgera w Mrocznym Rycerzu. Milczenie i nieobliczalność szaleńca sprawiającego wrażenie całkowicie opanowanego i zrównoważonego człowieka mrożą krew w żyłach. Nie wiem czy jest sens porównywać ten film do innych obrazów ale moim zdaniem scena rzecznej przeprawy przypomina mi trochę tą z „Czasu Apokalipsy” Coppoli. Z tym, że w tym drugim filmie główni bohaterowie płynęli w stronę jądra ciemności i szaleństwa podczas gdy w filmie Jarmusha celem jest ostateczne i niewymuszone uwolnienie się z doczesnej rzeczywistości. Powoli zaczynam paplać jak Nikt… Odrębnym elementem dialogów między głównymi bohaterami są wiersze Williama Blake’a ze Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Towarzysz podróży/ucieczki głównego bohatera początkowo omyłkowo (zbieżność nazwisk) bierze Truposza za tego sławnego poetę. Dead Man jest chyba najlepszym filmem Jarmuscha. Ma tak niepowtarzalny, wgniatający w ziemię i dający do myślenia koncept, że zaliczyłbym to dzieło do gatunku „Musisz zobaczyć”.

Every night and every morn

Some to misery are born

Every morn and every night

Some are born to sweet delight

From William Blake’s poem „Auguries of Innocence”

Ocena: 5/5