Moon

by dziarski

moon1

Jeśli lubicie psychologiczno-egzystencjalne dywagacje w filmach sci-fi dzieło Duncana Jonesa (syn Davida Roberta Haywarda-Jonesa…znanego bardziej jako David Bowie) jest filmem dla was! Jeśli wolicie dużo akcji i kosmiczne potwory atakujące z każdej strony (w stylu Marsjanie atakują)…tego zdecydowanie tu nie znajdziecie. Sam Bell (świetna rola Sama Rockwella często odgrywającego nieco stukniętych/psychopatycznych typów vide Zielona mila, Choke) w początkowych scenach przedstawiony został jako „dzielny astronauta” pracujący przy wydobyciu zbawiennego dla ludzkości źródła energii z powierzchni księżyca. Do powrotu na Ziemię zostaje mu już niewiele czasu. Marzy by spotkać się ze swoją rodziną. Z nudów i tęsknoty tworzy model miasteczka z figurkami reprezentującymi najbliższych. Powoli coś dziwnego zaczyna się dziać na stacji Lunar corp. (drobny spoiler) Widzi dziewczynę z długimi czarnymi włosami (moim zdaniem trochę niepotrzebne nawiązanie do Kręgu). Zaczyna rozmawiać ze swoim sobowtórem… W zasadzie dosyć szybko dochodzi do nagłego zwrotu akcji, który może zaskoczyć widza. Takiego rozwiązania się nie spodziewałem! W zasadzie cały czas główny bohater sprawia wrażenie człowieka bardzo powoli ale stopniowo odchodzącego od zmysłów. Wyobcowanie i bardzo wdzięczne efekty specjalne (z komputerem/robotem pokładowym o imieniu Gerty z głosem Kevina Spacey na czele)  tworzą niesamowicie stylowy klimat. Mimo że to thriller jest w nim parę autentycznie zabawnych/irracjonalnych momentów, które zostały wplecione w fabułę dzięki namowom Sama Rockwella. Reżyser chciał stworzyć film lekko nawiązujący do tak  ważnych filmów sci-fi jak 2001: A Space Odyssey, Alien, Solaris i tych mniej znanych jak: Outland z Seanem Connery, Silent Running z Brucem Dernem. I wyszło mu to całkiem nieźle. Może trochę przeholował w tym nawiązywaniu i przez to pół punktu mniej w mojej ocenie. Nie zmienia to faktu, że całość jest bardzo wciągająca. (następny drobny spoiler) Chcesz odkrywać z głównym bohaterem sposób w jaki zmyślnie skonstruowano bazę i dociekasz przyszłych zachowań samotnego górnika wydobywającego izotop helu z powierzchni księżyca. Niektórzy recenzenci wypominali reżyserowi zbytnią teatralizację filmu. Moim zdaniem to zaleta a nie wada. Zresztą to, że przez większość czasu oglądamy nomen omen monodram ;] pozwoliło jeszcze lepiej podkreślić emocje i stworzyć niezbędny podkład pod pytania o kondycję człowieka. Reżyser w jednym z wywiadów podkreślał, że pokazanie typowo ludzkich zachowań jest o wiele efektywniejsze w odseparowanych niekonwencjonalnych warunkach… hmm kosmiczne „zadupie” jest wręcz do tego stworzone. To że w większości przypadków Moon został bardzo dobrze oceniony (aż 89% na rottentomatoes.com) jest również zasługą niesamowitej ścieżki dźwiękowej przygotowanej przez specjalistę od psychodelicznych klimatów: Clinta Mansella. Mogę śmiało powiedzieć, że to jeden z najlepszych filmów sci-fi jakie ostatnio weszły na ekrany kin. A debiutant Duncan Jones już pracuje nad kolejnym projektem klimatem nawiązującym do Blade Runnera (kamień milowy s/f): „…another science fiction film, called Mute, which takes place in a future Berlin. It’s a Blade Runner-inspired piece, a little love letter to that film.”

Ocena: 4,5/5